OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych

Aktualności

Głos myśliwych w sprawie PZŁ

Przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych Rolników i Organizacji Rolniczych prowadził korespondencję z Ministrem Środowiska - Panem Janem Szyszko w sprawie polskiej gospodarki łowieckiej. Pisma zostały opublikowane, po czym wzbudziły zainteresowanie polskich myśliwych. OPZZRiOR otrzymał od nich listy, a treść jednego z nich zamieszczamy poniżej.

"Jestem głęboko przekonany o tym, że przewodniczący OPZZRiOR – pan Sławomir Izdebski, co miał do przekazania panu ministrowi Szyszko, uczynił to w piśmie do niego z dnia 24 października 2016 r. i na tym prawdopodobnie skończył mu się czas, jaki mógł i chciał poświęcić temu „gloryfikatorowi zasad demokratycznych, które rzekomo panują w strukturach Polskiego Związku Łowieckiego”. Być może panu ministrowi spodobała się rola, wyznaczona mu przez panią premier, ale bynajmniej nie musi to oznaczać, że pan przewodniczący będzie teraz w nieskończoność dyskutował wyłącznie z panem ministrem; bo to zupełnie tak, jakby wymieniać poglądy z panem Blochem, czyli zupełnie bez sensu. Obaj panowie (Szyszko i Bloch) są żywotnie zainteresowani zachowaniem status quo i długo by o tym pisać, ale nie o to teraz tu chodzi. Wierząc, że przewodniczący OPZZRiOR nie da się wciągnąć w dalszą bezsensowną wymianę zdań z panem ministrem, pozwolę sobie z punktu widzenia szeregowego członka PZŁ, a jednocześnie z punktu widzenia krytyka niektórych poglądów i poczynań pana prof. Jana Szyszko, odnieść się do części bredni, jakie zawarł on w swoim drugim piśmie do przewodniczącego OPZZRiOR. Na odniesienie się do wszystkich szkoda mi czasu, bowiem nie znajduję argumentów ku temu, aby polemizować „z argumentami”, w najmniejszym stopniu nie zasługującymi na miano argumentów. I tak…

Zdaniem pana ministra:

Polski Model Łowiectwa opiera się na trzech filarach:

1) zwierzyna w stanie wolnym jest własnością Państwa;

2) wykonywanie polowania należy do członków jednego Polskiego Związku Łowieckiego, którymi mogą być jedynie osoby po odpowiednim przeszkoleniu i odbytym stażu;

3) wielkość obwodu łowieckiego, na którym prowadzi gospodarkę łowiecką koło łowieckie, nie może być mniejsza niż 3 tys. ha;”.

Ot jeden z dowodów wyłącznie krasomówczej, jednocześnie demagogicznej narracji pana Szyszko. Zresztą powtarzanej za propagandowymi wystąpieniami innych obrońców aktualnych rozwiązań prawnych w zakresie organizacji łowiectwa w Polsce. Już uzasadniam tak postawioną tezę…

Moim zdaniem minimalna powierzchnia obwodu w postaci akurat 3 tys. ha, nie ma absolutnie żadnego znaczenia dla istoty modelu łowiectwa. Z całą pewnością jawiłby się ten model w posadach nie zmienionych, gdyby zamiast przedmiotowych trzech, przyjęto przykładowo 1, 2, 4 lub 5 tys. ha. Niezależnie od tego, pan Szyszko milczeniem pomija (a nie powinien, jeżeli już „rusza” ten problem) to, co wynika z art. 23 ust. 2 ustawy Prawo łowieckie, a wynika rzecz następująca: za zgodą ministra właściwego do spraw środowiska mogą być tworzone obwody łowieckie o dowolnie małej powierzchni. Wnioskuję, że o powierzchni nawet tylko 100 ha. Wszystko od woli ministra zależy. Nie mam pewności, czy tak małe obwody, lub niewiele większe, aby na pewno nie istnieją.

W punkcie drugim opisu trzech filarów „Polskiego Modelu Łowiectwa” (PMŁ) ujmuje pan minister eufemicznie to, co w języku ogólnie zrozumiałym określane jest po prostu jako monopol. W tym przypadku monopol Polskiego Związku Łowieckiego na dopuszczanie do wykonywania polowania. Tak więc jeżeli chodzi o ten akurat monopol, to bynajmniej nie ma się czym chwalić pan Szyszko, gdyż z całą pewnością stanowi on negatywną cechę dyskutowanego modelu łowiectwa.

No i zasadniczy filar pana profesora – „zwierzyna w stanie wolnym jest własnością Państwa”… W oryginale, a więc w art. 2 ustawy Prawo łowieckie –  „zwierzęta łowne w stanie wolnym, jako dobro ogólnonarodowe, stanowią własność Skarbu Państwa”. Zapis być może szczytny, ale jako jeden z trzech filarów PMŁ stanowi hasło wybitnie retoryczne, nie mające większego związku z rzeczywistością, bo niby jakie mogłoby mieć, skoro dzierżawca (czy zarządca) przykładowo zobligowany jest do wypłacania odszkodowań za szkody łowieckie wyrządzone przez zwierzynę… będącą własnością Skarbu Państwa. Cóż tu więcej dodać…

Prezentuje pogląd, że aktualnie obowiązujący model łowiectwa w Polsce opiera się nie na filarach, widzianych okiem pana ministra, a na zapisach ustawy z dnia 13 października 1995 r. Prawo łowieckie, której główne założenia w prostej linii pochodzą od zapisów Dekretu z 29 października 1952 r. o prawie łowieckim. Dekretu – przypominam – podpisanego przez Bolesława Bieruta, Józefa Cyrankiewicza i Bolesława Podedwornego. Ponadto, co prawda zapisy obowiązującej ustawy nie mają absolutnie nic wspólnego z zapisami „rozporządzenia Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 3 grudnia 1927 r. o prawie łowieckiem”, ale to rozporządzenie opisywało jednak również polski model łowiectwa, tyle że model okresu międzywojennego. Jeśli przypatrzeć się istotnym cechom powojennego modelu łowiectwa w Polsce, to trudno nie zauważyć następujących jego atrybutów:

1)      powołane mocą dekretu z 1952 r. zrzeszenie Polski Związek Łowiecki (od roku 1997 praktycznie niezależne od struktur rządowych) nieprzerwanie dzierży dwa monopole – na dopuszczanie do wykonywania polowania oraz na szkolenie adeptów sztuki łowieckiej;

2)      granice obwodów łowieckich ustalane są przez wojewódzkie organy samorządowe; niestety z pominięciem woli właścicieli nieruchomości ziemskich objętych reżimem obwodów;

3)      obwody łowieckie w zdecydowanej większości wydzierżawiane są kołom łowieckim, całkowicie zależnym od organów PZŁ, przy czym po okresie dzierżawy dotychczasowemu dzierżawcy przysługuje pierwszeństwo w zawarciu umowy dzierżawy na dalszy okres;

4)      roczne plany łowieckie, w oparciu o które prowadzona jest gospodarka łowiecka w kołach łowieckich, sporządzane są przez ich organy zarządzające, a „zatwierdzane przez właściwego nadleśniczego Państwowego Gospodarstwa Leśnego Lasy Państwowe w uzgodnieniu z Polskim Związkiem Łowieckim”; przy czym utarła się niestety pozaprawna praktyka, że zamiast uzgodnienia podczas zatwierdzania, mamy do czynienia z jakby podwójnym zatwierdzaniem – najpierw przez łowczego okręgowego PZŁ, a potem  przez nadleśniczego LP;

5)      obowiązek wynagradzania szkód łowieckich należy do dzierżawców i zarządców obwodów łowieckich, którzy… szacują te szkody;

6)      nadzór nad działalnością Polskiego Związku Łowieckiego, co prawda z mocy ustawy należy do ministra właściwego do spraw środowiska, ale w rzeczywistości – zwłaszcza od roku 1997 – jest tylko iluzoryczny;

Trudno jest mi oprzeć się wnioskom następującym:

– największym beneficjentem aktualnych rozwiązań prawnych w zakresie organizacji łowiectwa w naszym kraju jest dość wąska grupa osób dzierżących władzę w Polskim Związku Łowieckim oraz ich najbliżsi współpracownicy;

– Skarb Państwa co prawda „nie dokłada” do łowiectwa, ale z drugiej strony nie wykorzystuje jego potencjału jako źródła dochodów państwa, a mógłby i powinien to czynić. A wystarczyłoby to wszystko odpowiednio poukładać…

O wartości merytorycznej treści innych akapitów pisma pana ministra mogą świadczyć chociażby następujące jego fragmenty:

„Wśród członków Polskiego Związku Łowieckiego dominują rolnicy i leśnicy (...)”.

Ze statystycznych danych udostępnionych przez Zarząd Główny PZŁ klarownie wynika, że wśród grup zawodowych, składających się na strukturę zatrudnienia członków PZŁ, „rolnicy i leśnicy” stanowią łącznie zaledwie 20 % ogółu członków. Po emerytach i rencistach, a także po właścicielach firm i osobach zatrudnionych w sektorze prywatnym, stanowią oni grupę z kategorii mniej reprezentatywnych grup zawodowych. Co zatem chce wmówić nam prof. Jan Szyszko? Chyba tylko on sam raczy o tym wiedzieć.

Członkowie Polskiego Związku Łowieckiego pokrywają w całości odszkodowania za szkody łowieckie (…)”.

Nikt rozsądny nie odważy się poddawać w wątpliwość tezy o niemałych kosztach finansowych, związanych z uprawianiem łowiectwa, a ponoszonych przez przeciętnego polskiego myśliwego, ale pan profesor zdaje się wyraźnie przesadzać w swoim opisie rzeczywistości; ba, nawet posługiwać się nieprawdą. Za Głównym Urzędem Statystycznym ośmielam się w tym miejscu przypomnieć, że koła łowieckie i ośrodki hodowli zwierzyny PZŁ wypłaciły w roku gospodarczym 2014/2015 odszkodowania za szkody łowieckie na łączną kwotę prawie 58 mln zł. Koszty poniesione przez PGL Lasy Państwowe wyniosły wówczas na gruncie odszkodowań około 9 mln zł. W tym samym czasie sama tylko wartość sprzedaży tusz upolowanej zwierzyny w Polsce – a ta pozostaje oczywiście po stronie dochodów dzierżawców i zarządców obwodów łowieckich – wyniosła aż 81,5 mln zł. O dochodach płynących z tytułu organizacji komercyjnych polowań (w większości tzw. dewizowych), nawet nie wspomnę. Sugerowanie w takich okolicznościach, że „członkowie Polskiego Związku Łowieckiego”, sięgając do własnych, prywatnych kieszeni, „pokrywają w całości odszkodowania za szkody łowieckie”, zasługuje na największe potępienie. To jest wręcz pewnego rodzaju manipulacja i nie wypada tego nie nazywać po imieniu.

Sądzę, że na tym warto już zakończyć ledwie co rozpoczętą analizę treści przekazanych, de facto nam wszystkim, przez pana prof. Jana Szyszko. Nie widzę sensu w kontynuowaniu wysiłków w tym zakresie. Pana ministra uważam za  beznadziejnego w tym wszystkim, co mówi i pisze na temat „Polskiego Modelu Łowiectwa”."

Newsletter
Bądź z nami na bieżąco zapisz się